wtorek, 20 września 2016

Czy dzieci piszą artykuły o HP ?

Ostatnimi czasy, zaczynam się zastanawiać, kto pisze artykuły w internecie ? Po pierwsze, tyle bzdur jest opisywanych, że szkoda na nie poświęcać swój czas. Po drugie, nasi redaktorzy, nie wiedzą co się działo 2 lata wcześniej, w świecie IT. Wniosek z przeczytanych "artykułów" nasuwa się sam - gimnazjaliści publikują w sieci.

Nie dość, że "artykuły" to dno, to jeszcze czasami rzucam okiem na komentarze. A tam, dno i tona mułu, to mało powiedziane. Do czego jednak piję ? Do fali artykułów, jakie się pojawiły po 13.09, odnośnie zablokowania możliwości drukowania na drukarkach HP, gdy nie posiadamy oryginalnych tuszy.

foto - hp.com


Wiele serwisów internetowych niezdrowo się ekscytuje tematem, "specjaliści komentarzy" rzucają mięsem na HP, deklarując że nigdy więcej nie kupią ich produktów. Ale czy jest o co kruszyć kopie ?

We wcześniejszym wpisie, przypomniałem o batalii sądowej, jaką HP wystosowało w stosunku do firm produkujących zamienniki. HP wygrało proces w sądzie, nie tylko w Polsce, ale również w innych krajach. Decyzja sądu była druzgocąca dla klientów. MUSIMY stosować drogie, oryginalne tusze do urządzeń HP. Czy więc automatyczna blokada z 13.09 jest zaskoczeniem ? Absolutnie nie. Już wcześniej po aktualizacjach sterowników drukarek HP, otrzymywaliśmy blokadę druku na urządzeniach wyposażonych w nieoryginalne tusze (tylko nasi gimnazjaliści o tym nie wiedzą). Ja również WYRZUCIŁEM urządzenie wielofunkcyjne od HP, gdy koszt czterech oryginalnych tuszy, dobił do absurdalnej kwoty 600 PLN.

Więc, czy jest się czym ekscytować ? Absolutnie nie. Musimy jednak pamiętać, że nic nie dzieje się bez przyczyny. HP już wcześniej blokowało możliwość drukowania na nieoryginalnych tuszach. I zapewne w przyszłości dalej będzie to robiło, bo może. A my klienci, powinniśmy bardziej racjonalnie dokonywać zakupów, wybierając firmy, nie sugerując się tylko niską ceną zakupu urządzenia. Bredzenie o zmianie zasad "redaktora" jadącego po HP, porównałbym do puszczenia bąka przez komara, bo oprócz tego, że sobie ulżył, to niczego nie zmienił w ekosystemie.

poniedziałek, 5 września 2016

Urządzenie wielofunkcyjne HP Deskjet Ink Advantage 3635

HP to mocno kontrowersyjna firma. Z jednej strony posiada jednych z najlepszych inżynierów na świecie i była bezsprzecznym liderem jeżeli chodzi o urządzenia drukujące. Doskonale radziła sobie na rynku komputerów osobistych jak również serwerowym i zaprzepaściła swoje szanse. Kłopoty HP to nie tylko złe decyzje biznesowe podejmowane przez zarząd. To również korupcja, łapówkarstwo i niestety chciwość. Nie tak dawno temu, tusze HP były najdroższą cieczą dostępną na ziemi! Osocze czy 100 letnie koniaki, nie mogły równać się cenowo z tuszem od HP. Kroplą przelewającą czarę goryczy klientów w stosunku do HP, były: słynny proces sądowy, w którym to HP wygrało batalię z firmami produkującymi zamienniki tuszy do swoich drukarek. Jedną decyzją, my klienci, zostaliśmy skazani na horrendalnie wysokie ceny tuszy produkowanych tylko przez HP. Dostawcy zamienników tacy jak Active Jet czy BlackPoint, zostali zmuszeni do wycofania swoich produktów z półek sklepowych oraz do zniszczenia wyprodukowanych zamienników. To że jeszcze przez długi czas mogliśmy kupować wycofane produkty w sklepach, to już taka nasza narodowa przypadłość. Kolejna afera, która postawiła pod znakiem zapytania istnienie polskiego oddziału HP, to tzw. Infoafera, związana z łapówkami i korupcją, jakich dopuścił się oddział HP, w przetargu na ePUAP.

M.in. po tych wszystkich "nieprzemyślanych" decyzjach, HP zaliczyło olbrzymi spadek przychodów i zysków (na całym świecie). W celu poszukiwania oszczędności, zwolniono ponad 45 000 osób ! Zlikwidowano nierentowne działy i dokonano podziału firmy na dwa odrębne przedsiębiorstwa. I od tego momentu, możemy rozpocząć kolejny etap rozwoju HP.

HP przeanalizowało swoje błędy sprzedażowe i doskonale określiło, jakich produktów oczekuje obecny klient. Na rynku telefonów, model HP Elite x3 (pomimo że nie został jeszcze wprowadzony do sprzedaży) jest tym upragnionym urządzeniem, tak oczekiwanym z Windows 10.

Na rynku urządzeń drukujących, HP wprowadziło tanią linię urządzeń wielofunkcyjnych, w śmiesznie niskiej cenie. Drukarki atramentowe za 120 zł, były dystrybuowane w dyskontach spożywczych! Czy jednak warto skorzystać z produktów HP ? Model HP Deskjet Ink Advantage 3635 jest przykładem tego, że jednak warto.

hp.com
hp.com

Wieloletnie doświadczenie i wyjście do klientów z tanim i solidnym urządzeniem wielofunkcyjnym, pozwoliło stworzyć produkt tani, bezobsługowy i solidny. Plastik z jakiego wykonany jest Deskjet Ink Advantage 3635 jest cieniutki ale doskonale spasowany. Jest to urządzenie estetyczne, ciche w swojej pracy, dodatkowo obsługuje Wi-Fi. Cena ok. 250 PLN za urządzenie, nie powoduje palpitacji serca. Jakość wydruków jest średnia, tzn. spełni oczekiwania "domowego użytkownika", w sposób bardzo satysfakcjonujący.

HP Deskjet Ink Advantage 3635 godnie zastępuje świetne produkty tej firmy, pamiętające jej "złoty okres". Warto zakupić ten model z kilku względów. Posiada nowoczesne wzornictwo i nie wstyd postawić to urządzenie w eksponowanym miejscu. Nie musi korzystać z sieci internetowej za pomocą kabla (brak karty Ethernet), wystarczy do tego sieć Wi-Fi, konfigurowana za pomocą sterowników dostępnych na płycie czy stronie internetowej HP.

Eksploatacja tego urządzenia, powinna przebiegać bezproblemowo. Tusze są jednymi z najtańszych dostępnych na półkach sklepowych. Konkurencja ceni się dużo drożej. O czym powinniśmy pamiętać kierując się zakupem tego urządzenia ?

Urządzenia atramentowe, nie podlegają naprawom !! Producenci nie produkują już do nich części zamiennych! Po zakończeniu okresu gwarancyjnego, nie naprawisz tego urządzenia (chyba że z dwóch zrobisz jedno). Tusze do HP Deskjet Ink Advantage 3635 są tanie (w stosunku do konkurencji) ale jak w Biedronce, mają mniejszą pojemność. Advantage 3635 może stać gdziekolwiek, korzystając z domowego Wi-Fi.

Fajna funkcja to możliwość drukowania z urządzeń mobilnych. Nie tylko więc z komputera możemy drukować dokumenty ale również z tabletu czy telefonu.


Jeżeli więc poszukujesz taniego urządzenia drukującego czy skanera, to warto rozważyć opcję zakupu HP Deskjet Ink Advantage 3635. Oczywiście stosować tylko w domu. Do małego biura, to urządzenie może być za słabe.

HP Deskjet Ink Advantage 3635 jest urządzeniem, które porównał bym do "bezobsługowego" aparatu fotograficznego. Wypakujesz go z pudełka, podłączysz do Wi-Fi i tyle. Dalej, działa samo ;)

piątek, 5 sierpnia 2016

Skype Preview dostępny w Windows 10

Anniversary Update dla Windows 10 już za nami. Jakie zmiany wnosi ? Musisz sam się przekonać :) Dla mnie rewelacja, ale ja jestem skrzywiony zawodowo ;) Dodatkowo, nowy Skype napisany jako aplikacja UWP, dostępny dla każdego. Więcej info na blogu Skype http://blogs.skype.com/2016/08/02/try-the-new-skype-preview-with-the-windows-10-anniversary-update/

Dla totalnych leni, klikamy w meny start na jego ikonkę :P to wszystko. Ciemna skórka dla aplikacji Windows + Skype -> rządzą.



czwartek, 14 lipca 2016

Poprawne sprawdzanie pisowni w Windows Live Mail i programie Poczta


Już dosyć dawno temu, Microsoft stworzył świetny program pocztowy, który ułatwi nam pisanie w obcych językach. Tym programem jest oczywiście Windows Live Mail. Program ten, jest dostępny do pobrania w paczce programów o nazwie Podstawowe programy Windows.

Po zainstalowaniu naszego programu pocztowego, musimy go skonfigurować w taki sposób, aby automatycznie podkreślał nam błędnie napisane słowa i sugerował poprawne.

Zanim jednak przejdziemy do ustawień naszego programu, powinniśmy doinstalować do Windows-a klawiatury jakimi będziemy się posługiwać.

Klawiatury Windows

Ja już wcześniej doinstalowałem klawiaturę niemiecką oraz angielską. Jest to niezbędne do sprawdzania poprawnej pisowni w danym języku.

W programie Windows Live Mail przechodzimy do Plik->Opcje->Poczta->Pisownia i zmieniamy ustawienia programu na takie aby automatycznie dokonywały się korekty.


Teraz przechodzimy do meritum sprawy, czyli redagowania maila w języku obcym.


Dopóki nie zmienimy klawiatury na preferowany język, program nie bardzo chce nam podkreślać nasze błędy. Dopiero po zmianie klawiatury, automatycznie podkreślane są błędne słowa i proponowane poprawne.


Podobnie sprawa wygląda z programem Poczta, dostępnym w Windows 10. Jeżeli nie zmienisz klawiatury w Windows, program korzysta z języka domyślnego, w naszym przypadku polskiego.

wtorek, 5 lipca 2016

OC rowerzysty i nie tylko...

Co roku przez media przetacza się fala krytyki, dotycząca rowerzystów i ich braku odpowiedzialności za szkody rzeczowe i osobowe. Jest to oczywista bzdura ale o tym za chwilę.

Argument, że kierowcy samochodów posiadają obowiązkowe OC a rowerzyści nie, nie jest żadnym argumentem. Takiej krytyki odnośnie rowerzystów upatrywałbym na kilku płaszczyznach. Pierwsza to taka, że rowerzyści zostali zepchnięci na margines poruszania się po drodze (lub wprost - życia). Posiadamy co raz droższe i mocniejsze samochody i nie będziemy przecież wlec się za hipsterskim rowerzystą. Rowerzysta więc jako wróg publiczny zmotoryzowanej grupy samochodziarzy, powinien poruszać się po chodniku. A piesi ? Oni (idąc tym tokiem rozumowania) powinni pozostać w domach lub od razu poruszać się komunikacją zbiorową.



To jednak nadal za mało dla kierowców. O ile nie bolą ich wydzielone drogi rowerowe to już czerwone pasy rowerowe na drogach dla samochodów są nie do przeżycia. Śluzy rowerowe (rowerzysta na pierwszego) jest bolączką każdego wrocławskiego kierowcy. Znowu przecież trzeba się wlec 7-15 km/h za panem z brodą :( A nasze auto posiada pod maską co najmniej 130 koni. Koszmar...

Skoro więc nie można tej kolorowej "stonki" zepchnąć z powrotem na chodniki, wyciągamy argument uszkodzenia mienia. Kierowcy samochodów są przecież "chronieni" dzięki OC komunikacyjnemu. Podczas stłuczki, kierowcy wymieniają się polisami i poszkodowany otrzymuje odszkodowanie za poniesione straty. A od rowerzysty, nie otrzymamy przecież żadnej rekompensaty.

Tak oczywiście myślą "wszyscy" i jest to nieprawda. Po pierwsze, na drodze cywilnej możemy ubiegać się o odszkodowanie za zniszczony samochód, gdy sprawcą jest rowerzysta. Po drugie istnieje ubezpieczenie  OC rowerzystów w naszym kraju. Nie jest obowiązkowe, ale kosztuje tak nie wiele, że grzechem byłoby jego nie wykupić.

To magiczne ubezpieczenie, to OC w życiu prywatnym. W niektórych przypadkach nawet nie wiemy, że posiadamy to ubezpieczenie. Ubezpieczenie domu czy mieszkania posiada opcję OC, z której to jednak nie korzystamy, chyba że zalejemy komuś mieszkanie.

OC w życiu prywatnym nie tylko nas dotyczy. Ubezpieczeniem tym objęte są nasze dzieci, małżonek, zwierzęta domowe oraz opiekunowie (np. niania do dziecka).

Możliwe wypłaty odszkodowań:
- np. niania przejeżdżając przez furtkę placu zabaw, wózkiem rozdarła spódnicę naszej sąsiadce
- zalejemy sąsiadom pod nami mieszkanie
- syn jadąc na rowerze zarysował sąsiadowi bok jego nowego BMW
- jadąc na nartach podcinamy narciarza i łamiemy mu nogę
- dziecko grając w piłkę rozbija szybę
- nasz pies rzuca się na przechodnia i rani mu nogę oraz uszkadza spodnie

Jak więc widać, możliwości rekompensat dla ww. czynności jest multum. Najważniejsze jednak jest to, że posiadając takie ubezpieczenie, nie zachowamy się jak głupek uciekając z miejsca zdarzenia. Mamy świadomość, że za nami stoi firma ubezpieczeniowa, z zapleczem finansowym odpowiednim do pokrycia wszelkich kosztów.

Jak jednak ten wpis ma się do nowoczesnych technologii ? Ubezpieczenia tego typu, można zakupić przez internet. A jego koszt, w niektórych przypadkach jest mniejszy niż 20 zł (składki rocznej). Jeżeli więc jesteś pracownikiem lub studentem Politechniki wrocławskiej, możesz nabyć to ubezpieczenie tutaj: http://www.manus.pl/artykul/61/ubezpieczenia

Jeżeli jeździsz na rowerze i chciałbyś posiadać to ubezpieczenie, sprawdź:
PZU
Ergo Hestia
Warta
Allianz

poniedziałek, 13 czerwca 2016

Nie mogłem oprzeć się tej fioletowej blondynce

Nie mogłem oprzeć się pokusie... Margaret tak ładnie mnie prosiła o rejestrację moich kart telefonicznych, że się skusiłem. Dodatkowo zaoferowała mi po "stówce" za kartę, więc kolejne 500+ wpadło do mojego portfela. Zaczynam podejrzewać, że jestem rozchwytywany przez kobiety. Z jednej strony, Beata Szydło daje mi 500 zł za dziecko, z drugiej strony, Margaret płaci za karty telefoniczne :) Czuję się jak w raju.

play.pl

Czy było warto, zdradzać swoją tożsamość ? Nie mam z tym problemu. Dużo wcześniej testowałem różne konfiguracje udostępniania swoich danych osobowych. Czy był problem z rejestracją ? Żaden. Podjechałem na rowerze pod salon Play, dałem sprzedawcy mój dowód osobisty w celu potwierdzenia tożsamości, a on zarejestrował moje karty ekspresowo. W przypadku pierwszej, musiałem podać jeszcze nr telefonu na jaki ostatnio dzwoniłem (nie posiadałem ze sobą nr PUK karty). W związku z tym, że wcześniej zarejestrowałem karty w aplikacji Play24, nie musiałem weryfikować kolejnych kart. Cała operacja przebiegła jak z płatka.

Po powrocie do domu, na każdym telefonie wykonałem kod *111*300*1# Dzięki temu aktywowałem promocyjny bonus, otrzymując kasę i 10 GB internetu (ważne przez miesiąc).

Więcej dowiesz się o rejestracji kart telefonicznych w sieci Play, pod tym adresem: http://promocje.play.pl/rejestracja/

Dlaczego jednak zarejestrowałem swoje karty telefoniczne ? Wszystko przez ustawę "antyterrorystyczną". Do końca roku musimy zarejestrować swoje karty, inaczej operator nas odłączy od swojej sieci. Karty naszych dzieci również należy zarejestrować. Jeżeli dziecko nie przekracza 13 roku życia, karta jest rejestrowana na rodzica.

wtorek, 31 maja 2016

Bezpieczeństwo na smartfonach - a co to takiego ?

Większość z nas, korzysta już ze smartfonów a nie z telefonów komórkowych. Dodatkowo jesteśmy gdzieś w internecie w jakiejś sieci społecznościowej (Google, Facebook, Instagram itp.) I teraz rodzi się pytanie, czy jesteś odpowiednio zabezpieczony ? Tak się składa, że większość z nas wybrała smartfony z Androidem jako swoje urządzenia do komunikacji ze światem. I bardzo dobrze, tylko w jaki sposób zabezpieczyliśmy nasze dane i smartfony ?

W wielu przypadkach, posiadając konta na FB, udostępniliśmy nasze smartfony dla naszych kontaktów z Facebooka. I tu nasuwa się od razu pytanie... czy tak samo postępujesz z komputerem domowym ? Udostępniasz wszystko co masz na komputerze kontaktom z Facebooka ? Zgadzasz się na to aby FB, Instagram czy Google miał dostęp do Twoich dysków twardych laptopa (zdjęcia, filmy, dokumenty) ? Zgadzasz się aby aplikacje sieci społecznościowych za Ciebie skanowały Twoje dane i przesyłały je do swojej chmury obliczeniowej ?



Przyznam się szczerze, że nie spotkałem jeszcze takiego jełopa, który świadomie by pozwolił sobie na coś podobnego na komputerze. Natomiast na smartfonach to wszyscy udostępniają swoje dane jak leci. W imię czego, się pytam - wygody ? A co z bezpieczeństwem, zrobiło sobie przerwę na kawę ?

mBank dostrzegł problem i zwraca nam uwagę, na bezpieczeństwo naszych wrażliwych danych osobowych w sposób bardzo obrazowy https://www.mbank.pl/uwazniwsieci/page/strona-glowna/ Obawiam się jednak, że to łabędzi śpiew ze strony banku, bo przecież jesteśmy specjalistami jeśli chodzi o nas samych i wiemy lepiej jak postępować. Żaden bank czy koleś, nie będzie nas pouczał jak mamy podnieść swoje bezpieczeństwo w sieci.

Jeszcze ciekawiej wygląda sprawa ze smartfonami naszych dzieci. One w ogóle nie mają świadomości, co lub kto może korzystać z ich niewiedzy czy naiwności. Nie są mi obce przypadki, gdy rodzice sami zezwalają swoim pociechom na korzystanie z Facebooka pomimo tego, że nie osiągnęły one minimum limitu wiekowego. Dodatkowo jaką mamy pewność, że nasze dziecko nie przesiaduje np. na Pornhubie ? Wśród chłopców w szkole podstawowej hitem jest filmik "napalona mamuśka". A skąd to się wzięło ? Przecież nasze dzieci nie oglądają twardego porno. Czyżby szok i niedowierzanie wzięły się z niczego ? A może jednak przyznamy sami przed sobą, że tak naprawdę nie mamy ŻADNEJ kontroli nad smartfonem naszego dziecka. I może ono konsumować WSZYSTKIE treści dostępne w internecie.

Czy potrafimy skutecznie kontrolować internet w smartfonie dziecka ? Czy umiemy zablokować domeny pornograficzne czy propagujące np. dopalacze ? A może wystarczy odciągnąć nasze dziecko od YouTube-a aby nie oglądało "let's play", czy pierdół "omawianych" przez "gwiazdy" vlogosfery ? Może wygonienie dziecka na dwór i pogranie z nim w piłkę jest jakimś rozwiązaniem ? Niestety prawda jest taka, że nie potrafimy kontrolować naszego dziecka - ani godzin spędzanych przez nasze pociechy przed internetem ani jakie treści są przez nie przetwarzane. Jest nam wygodniej oddać w ręce dziecka smartfona niż iść z nim na boisko.

Narzędzi do kontroli jest multum, możliwości jeszcze więcej, tylko jakoś chęci brak wśród rodziców. Wybranie i zakup smartfona jakiego zażyczy sobie nasze dziecko, to szczyt naszych możliwości. Tutaj technologia już dawno nas przerosła. Czy w takim razie, będziesz mógł za jakiś czas spojrzeć w lustro i z całą odpowiedzialnością powiedzieć sobie, że zrobiłeś wszystko aby chronić już nie siebie, ale swoje dziecko ?